Technology

Awaria Facebooka namiastką apokalipsy, czyli jak wątła jest nasza cyfrowa cywilizacja

Awaria Facebooka namiastką apokalipsy, czyli jak wątła jest nasza cyfrowa cywilizacja4 października 2021 – kolejny czarny poniedziałek w historii współczesnego świata. Ale tym razem nie chodziło o problemy na giełdzie, choć Mark Zuckerberg stracił w tym czasie 6 mld dolarów. 4 października – na kilka godzin, które dla wielu trwały całą wieczność bez perspektyw na przyszłość – umarł Facebook. To znaczy zamarł, chwilowo, choć media trąbiły już o najgorszym. Okładvertąc się spać w okolicy północy z poniedziałku na wtorek, przejrzałam szybko zaledwie kilka informationów z polskiej sieci. Pamiętam, że w jednym z nich napisano, iż Facebook ma nie tyle chwilowe problemy, co wręcz… WYPAROWAŁ. Tłumaczono, że “coś usunięto z serwerów”. Inny serwis (dość renomowany) napisał, że w darknecie pojawiły się już oferty z danymi użytkowników z FB, a więc pewnie mieliśmy do czynienia z atakiem hakerskim. Przestałam czytać. Wiedziałam, że prawdy (przynajmniej na tamten second) się nie dowiem. Przewróciłam się więc na bok z chęcią zaśnięcia, jednak uniemożliwiała mi to pewna myśl…

Autor: Ewelina Stój

Żeby nie było jednak zbyt patetycznie, to nie będę powtarzać tej myśli. Wystarczy, że macie ją w tytule niniejszego felietonu. A jeśli chcecie dowiedzieć się, co było przyczyną czasowej awarii Facebooka, Messengera i Instagrama, to zapraszam TUTAJ. No dobrze, sprawy organizacyjne za nami, a więc do rzeczy. Jak trafnie (moim zdaniem) ujął to nasz redakcyjny kolega “osoby, które nie używają Facebooka, mają gdzieś że ten się zepsuł, albo wręcz się z tego cieszą”. Mój wewnętrzny troll także się cieszył, bo choć korzystam z serwisu Zuckerberga, to robię to tylko raczej ze względów zawodowych i ewentualnie żeby pośmiać się z ludzkiej próżności i przerośniętego ego. Tym razem cieszyłam się jednak na myśl o spetryfikowanych twarzach nastolatków, którzy z pewnością chcieli podzielić się ze światem tragiczną informacją o tym, że Facebook nie działa, ale… nie mieli gdzie o tym napisać. Z drugiej strony, trochę mi było żal tych ludzi, którzy po upadku social mediów nie wiedzieliby co zrobić ze swoim życiem. Większa część z nich przestałaby przecież jeździć na wakacje, skoro i tak nie miałaby gdzie się nimi pochwalić…

Każdego dnia okayładziemy się spać z relatywnie spokojną głową. Nie myśląc o tym, że jutro może być już zupełnie inne – niecyfrowe. Wielu ludzi zdaje się zapominać o tym, że obecne dobrodziejstwa cywilizacyjne nie są pewnikiem. Być może wizja niecyfrowego świata jest dla większości z nas na tyle potworna, że nie chcemy o niej myśleć. A może po prostu jesteśmy na tyle butni, iż uważamy, że obecny stan rzeczy nigdy nie przeminie.

Awaria Facebooka namiastką apokalipsy, czyli jak wątła jest nasza cyfrowa cywilizacja [1]

Psychologia Facebooka: Jaki wpływ ma na nasze życie social media

Śmieszki śmieszkami, ale choć lepiej się śmiać niż płakać, to czasami warto zejść na ziemię, by zachować czujność co do tego, co wyrabia z nami tzw. cywilizacja. Mogłabym tu zamieścić takie frazesy jak “paraliż Facebooka to coś więcej – to paraliż komunikacji w wielu firmach, czy też zerwanie kontaktów ze znajomymi” (bo tacy z nich wszystkich najwięksi znajomi, że do 80% nie mamy numeru telefonu). Zagłębię się jednak bardziej… Kilka tygodni temu odwiedziłam jeden ze sklepów popularnej, europejskiej sieci handlowej na L. Pochwyciwszy w dłoń pożądany asortyment, skierowałam swe kroki w stronę kas, gdy moich uszu dobiegł komunikat “informujemy, że obecnie płatności kartą są niemożliwe”. W mojej szurskiej głowie od razu narodziła się wizja zagłady nuklearnej… Kolejna myśl powędrowała do najpewniej zamrożonych już oszczędności na rachunku bankowym (całe 14 zł), a następnie do tego, czy mam pełny bak, aby ewentualnie uciec na wschód. Albo na zachód. W zależności od tego, z której strony by szli.

Awaria Facebooka namiastką apokalipsy, czyli jak wątła jest nasza cyfrowa cywilizacja [2]

Nie ważne ile mamy kart płatniczych w portfelu. W jednym momencie mogą stać się nic nieznaczącym kawałkiem plastiku

Nie wiem, może to przez tę całą pandemię, ale jeszcze nigdy tak jak dotąd, nie wykazywałam się aż tak dużym brakiem zaufania do osiągnięć cyfrowej cywilizacji. Chyba zresztą nie tylko ja, bo jak wskazują sondaże, Polacy trzymają coraz mniej obtainedówki na kontach bankowych. Aż strach pomyśleć, że dąży się do państw pozbawionych możliwości transakcji obtainedówkowych. Nie to, żebym była jakąś szczególną antyglobalistką (no, może trochę, ale z tego co wiem, nie jest to jeszcze karalne), ale nietrudno dostrzec, że wszystko dąży do tego, aby człowiek, pojedyncza jednostka była jak najmniej samodzielna, jak najmniej zaradna i bezkreśnie uzależniona od dużo większych od siebie. Wystarczy “wsadzić” nas wszystkich do elektrycznych samochodów i nagle globalnie zablokować dostęp do stacji ładowania. Wizja czmychnięcia z obszaru, które nagle stanęło u progu jakiejkolwiek katastrofy czy wojny przestaje być już tak oczywista… Nieprawdaż? Czy więc osoby, które dbają o rozwój tegoż “wygodnego” globalizmu przyszykowały już jakiś schemat na wypadek gdyby – pisząc kolokwialnie – “sprawa się rypła”? Abstrahuję już od najczarniejszych scenariuszy, ale wystarczy tylko spojrzeć jak tragiczna jest obecnie sytuacja psychiatrii dziecięcej w Polsce i na świecie, by móc zacząć martwić się o to, co będzie dalej.

Awaria Facebooka namiastką apokalipsy, czyli jak wątła jest nasza cyfrowa cywilizacja [3]

Wizja, że na podobnych tabliczkach pojawią się dopiski “nieczynne”, nie jest zachęcająca

Wystarczyło na kilkanaście miesięcy zmienić harmonogram życia dzieci i młodzieży, odizolować ich od natury, rówieśników, normalnego życia… Obecnie, normalnym życiem staje się dla nich TikTookay, Insta czy inne elektroniczne odmóżdżacze, których także z dnia na dzień może kiedyś zabraknąć. Oczywiście każde pokolenie miało swoje odmóżdźacze, ale chłodna logika podpowiada, że obecne odmóżdżacze odmóżdżają i uzależniają z siłą większą, niż jakiekolwiek wcześniejsze. (Chciałoby się wręcz rzec, że siła odmóżdżania rośnie wprost proporcjonalnie do wielkości telewizora). I teraz wystarczy nam już tylko konkretna burza magnetyczna, wyrzuty mas plazmy ze Słońca na większą skalę, by wszystko “siadło” i by niemal żaden przedstawiciel obecnej cywilizacji nie był w stanie wrócić do poziomu bliskiego życiu dnia wczorajszego (bo zdążył się odpowiednio odmóżdżyć). Tych niewesołych rozmyślań nie ułatwiają szacunki australijskich naukowców, którzy przed dwoma laty ogłosili, iż nasza cywilizacja potrwa do 2050 roku (teraz każdy szybko liczy na palcach, ilu lat dożyje). Oczywiście w ich scenariuszach mamy do czynienia z katastrofami takimi jak susze, powodzie czy pożary. Tak czy siak utwierdza mnie to już tylko jeszcze bardziej w przekonaniu, że coś chyba z tą planetą zrobiliśmy nie tak…

Awaria Facebooka namiastką apokalipsy, czyli jak wątła jest nasza cyfrowa cywilizacja [4]

Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym później żyć będzie

Wybaczcie… Moje ponure wynurzenia to z pewnością częściowo pokłosie zamiłowania do gatunku postapo. Pamiętam jednak, że zanim jeszcze zrodziły się we mnie takie zamiłowania, w szkole średniej na języku polskim mówiło się o utopii oraz antyutopii. Trzeciej ścieżki dla przyszłych społeczności nie było. A niestety – to co obserwuję dziś, z uwzględnieniem coraz bardziej znerwicowanych, pysznych i pogubionych ludzi – nie aspiruje do powstania utopii, choćbyśmy mieli ultraczyste, inteligentne miasta przyszłości czy najpiękniejsze, bezemisyjne domy i samochody (póki co, to pracujemy sobie raczej na “bezemisyjne mózgi”). Jeśli jeszcze ktoś nie załapał, o czym tak konkretnie rozwodzę się od kilku akapitów, to już spieszę z wyjaśnieniem. Otóż najnormalniej w świecie obawiam się po prostu, że o wiele za mocno polegamy na obecnych zdobyczach cywilizacyjnych. Uzależniliśmy się od nich na tyle, że nie bierzemy nawet pod uwagę, iż pewnego dnia moglibyśmy obudzić się dosłownie z niczym. I co gorsze – 1/3 tak zwanego “cywilizacyjnego” świata prawdopodobnie nie wiedziałaby co dalej począć, a kolejna 1/3 popadłaby w depresję. Pozostaje tylko optymistyczna myśl (czy aby nie za bardzo optymistyczna?) że ostatnia 1/3 postawiłaby podwaliny pod mądrzejszą już tylko cywilizację, która wyciągnęła wnioski z dotychczasowych błędów. Oby tylko nie były to nasze błędy.

Awaria Facebooka namiastką apokalipsy, czyli jak wątła jest nasza cyfrowa cywilizacja [5]

Related Articles

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to top button